Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagrożenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagrożenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2013

Polemika na "450 Czarnobyli"

Po przeczytaniu wpisu na Domowy-Survival.pl pt. "450 Czarnobyli" uznałem, że trzeba wyjaśnić kilka kwestii. Tym bardziej, że w tekście pojawia się wiele bzdur i muszę je naprostować.

Wpis na D-S.pl powstał zainspirowany dobrze ocenianą i dobrze sprzedającą się pozycją niejakiego Matta Steina "When Technology Fails". Niejakiego, ponieważ trudno znaleźć jakiekolwiek informacje na jego temat. Istnieje podobieństwo imienia i nazwiska z Matthew R. Steinem, ale ten drugi jest Ph.D z  University of Pennsylvania i jest zupełnie inną osobą.

Ale do rzeczy.
Scenariusz przewiduje jednoczesną awarię wszystkich reaktorów na świecie lub tylko na określonym obszarze. Cóż... Jednoczesna awaria wszystkich reaktorów na świecie jest możliwe, ale wysoce nieprawdopodobna. Jest możliwa na takiej samej zasadzie, na jakiej możliwe jest trafienie dziesięć razy pod rząd szóstki w totka. Prawdopodobieństwo jest szalenie małe (2,89^71), ale możliwość istnieje. Rozpatrując kwestię czysto matematycznie.
Obecnie budowane reaktory na terenie Unii Europejskiej spełniają restrykcyjne wymagania bezpieczeństwa - European Utility Requirements. Zgodnie z nimi ryzyko awarii rdzenia musi być niższe niż jedna awaria na sto tysięcy lat (100 000 lat!). Ogólnie, choć plany reaktorów dostarczają różne firmy, są one podobne. Obecnie buduje się reaktory trzeciej generacji i wdraża się czwartą (reaktory w Czarnobylu to były RBMK-1000, de facto reaktory wojskowe służące do produkcji plutonu, a nie energii).

Czarnobyl został spowodowany przez wiele czynników, nie tylko ludzkich. Błędy projektowe: wzrost reaktywności przy spadku poziomu wody (moderatorem jest grafit, a nie ciężka woda), reaktor miał budowę modułową, powolny mechanizm opuszczania prętów grafitowych, sama budowa prętów kontrolnych (głowica z grafitu oddzielona była od trzonu z węgliku boru, grafit zwiększa reaktywność, węglik boru ją wygasza), chłodzenie awaryjne z zaworem odcinającym a nie zwrotnym (trzeba było włączać ręcznie), przy pracy poniżej poziomu 200 MW reaktor stawał się niestabilny (reaktor 4 w Czarnobylu miał około 1000 MW).

Podsumowując, elektrownia w Czarnobylu wyposażona była w reaktory zaprojektowane na początku lat 60, wykonaną ją w radzieckich standardach i była obsługiwana przez niewykwalifikowanych ludzi (mówię o kierownictwie z którego jedynie Anatolij Stiepanowicz Diatłow (zastępca naczelnego inżyniera, reszta miała niewielkie pojęcie o fizyce jądrowej). To i tak cud, że te reaktory działały tak długo.
Obecnie działa 11 reaktorów tego typu (wszystkie w Rosji), ale po katastrofie w Czarnobylu przeszły znaczne modernizacje (m.in. dodanie prętów kontrolnych i ich przeprojektowanie oraz montaż dodatkowych pochłaniaczy).

Co jednak dokładnie się stało w elektrowni czarnobylskiej?
Na pewno nie był to wybuch jądrowy! Wybuch jądrowy następuje, gdy zostaje przekroczona masa krytyczna, a to jest niemożliwe w reaktorach atomowych. Tym bardziej w RBMK-1000 który był zaprojektowany do wykorzystywania niewzbogaconego uranu - do budowy bomby potrzeba dużych ilości wysoko wzbogaconego uranu.
Więc po kolei:
- reaktor się przegrzał osiągając moc 30 GW (zaprojektowana moc maksymalna to 1000 MW = 1 GW)
- wzrosło ciśnienie które rozerwało pręty paliwowe i rury chłodzące
- paliwo zaczęło topić wszystko dookoła (również beton)
- ciśnienie wzrosło jeszcze bardziej i rozsadziło ochronę antyradiacyjną
- spowodowało to rozpoczęcie reakcji wydzielania się wodoru a następnie termolizy wody i wydzielenia mieszaniny piorunującej: wodór i tlen w stosunku 2:1 = BUM!
- zniszczeniu uległ budynek czwartego reaktora i rozpoczął się pożar

W ten sposób rozpoczęła się emisja cząstek radioaktywnych do atmosfery.
Według Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) było 62 ofiary śmiertelne. 134 osoby spośród obsługi i ratowników zostały napromieniowane i rozwinęła się u nich choroba popromienna. 28 z nich zmarło w jej wyniku, 2 zmarło w wyniku poparzeń. Część osób zginęła pośrednio przez promieniowanie - w jednej z akcji helikopter zawadził o liny dźwigu i się rozbił. Wszyscy zginęli.

Teraz dla porównania inne katastrofy: 3 grudnia 1984 katastrofa w Bhopalu, fabryka pestycydów. W wyniku rozszczelnienia zbiornika wyciekło ponad 40 ton izocyjanianu metylu (gaz). Liczba ofiar: 15 000 ofiar śmiertelnych, 560 000 poszkodowanych (oślepionych, z chorobami płuc, zaburzenia układu odpornościowego, zaburzenia układu trawiennego, etc.). Tereny na które wyciekł izocyjanian metylu są nadal skażone. BBC w 2004 roku przeprowadziła śledztwo, które wykazało, że przebywanie na niektórych terenach w pobliżu powoduje utratę świadomości w 10 minut. Ludzi żyjący w pobliżu nadal są truci. Badanie z 2009 wykonane przez Centre for Science and Environment wskazuje, że wody gruntowe są skażone w promieniu 3 km od fabryki. W tym samym roku BBC pobrało próbkę wody z użytkowanej studni na północ od fabryki. Badanie wykazało 1000 krotnie przekroczenie norm WHO obecności czterochlorku węgla, substancji rakotwórczej.

Chcę też jeszcze podkreślić jedną kwestię. Teren skażony promieniotwórczo po pewnym określonym czasie stanie się znów zdatny do użytkowania (po 10, 20 może 100 latach, ale jednak), natomiast skażenie chemiczne jest permanentne i bez przeprowadzenia procesu oczyszczania teren taki nie będzie nadawał się do zamieszkania nigdy. W tym temacie polecam również sprawdzenie hasła "choroba z Minamaty".

Skutki Czarnobyla.
Obecnie dane wskazują że faktycznie skażony jest teren o powierzchni 0,5 km^2, choć cała zamknięta strefa wynosi 2500 km^2. Raport Forum Czarnobyla 2003 - 2005 (w składzie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA), Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), inne ciała Organizacji Narodów Zjednoczonych i rządy Ukrainy, Białorusi i Rosji) stwierdziły, że około 600 tysięcy ludzi na świecie zostało narażonych na podwyższoną dawkę promieniowania w wyniku awarii w Czarnobylu. Wynosiła ona 1 mSv, czyli równoważnik 2 zdjęć rentgenowskich. Dla porównania promieniowanie na stacji Grand Central Station w Nowym Jorku wynosi 5 mSv rocznie, a w Warszawie 1 mSv (jest to samo promieniowanie gruntu i budynków, bez uwzględnienia spożywanych pokarmów, wdychanego powietrza i promieniowania kosmicznego). Ogólnie, na przykład, statystyczny Polak przyjmuje rocznie 175 mSv. W każdym razie teraz w Prypeci (to ewakuowane miasto w pobliżu Czarnobyla) promieniowanie jest takie samo, jak w Warszawie - 1 mSv.

Czemu ludzie poza Czarnobylem nie byli narażeni na "olbrzymie dawki promieniowania"? W ciągu pierwszych trzech dni po awarii dawka promieniowania zewnętrznego była jedynie trzykrotnie wyższa niż zazwyczaj (potem zaczęła maleć). Wynikało to z faktu, że promieniowanie dochodziło jedynie z ograniczonej objętości atmosfery i część promieniowania była pochłaniana przez atomy znajdujące się w powietrzu (azot, tlen, a nawet zanieczyszczenia).
Natomiast co do skażenia żywności. W Szwecji po awarii wprowadzono olbrzymie restrykcje na żywność produkowaną lokalnie (szwedzką), ale za to żywność importowana mogła mieć 30 krotnie wyższe skażenie w porównaniu z żywnością własną. Z kolei Izrael wprowadził limity dla żywności z Europy Wschodniej i musiała być ona mniej promieniotwórcza niż ta z Europy Zachodniej (każda żywność promieniuje!). Czyli Szwedzi sprowadzali bardziej promieniotwórczą żywność z zagranicy, bo ich była "promieniotwórcza w wyniku opadu", a  Izraelczycy woleli bardziej promieniotwórczą żywność w Europy Zachodniej, niż mniej promieniotwórczą z Europy Wschodniej.
Dochodziło do takich paradoksów, że Filipiny wprowadziły dopuszczalny limit cezu-137 na poziomie 22 Bq/kg, natomiast w Wielkiej Brytanii ten limit wynosił  190 000 Bq/kg

ZSRR rozpoczęło wysiedlanie ludzi z terenów, gdzie zawartość cezu-137 przekraczała 37 Bq/m^2. Ta liczba oznacza, że dawka promieniowania pochłonięta w ciągu pierwszego roku osiągnęła by około 1,5 mSv. A sumarycznie, po dziesiątkach lat, 4 mSv.
Dla porównania w Szwecji i Norwegii ludzie mieszkają na terenach, gdzie zawartość cezu-137 wynosi 200 Bq/m^2

Sumarycznie w wyniku pożaru dostało się 8*10^18 Bq radioaktywnych pyłów. Było to jednak 200 razy mniej, niż do atmosfery dostało się ich w wyniku wszystkich dotychczasowych atmosferycznych wybuchów jądrowych (543).

Gdyby więc, coś spowodowało awarię wszystkich 450 reaktorów na raz, to i tak przyczyna tej awarii byłaby znacznie niebezpieczniejsza, niż jej skutek w postaci 450 dymiących reaktorów.


Mat Stein napisał, że "In the past 152 years, Earth has been struck roughly 100 solar storms causing significant geomagnetic disturbances (GMD), two of which were powerful enough to rank as “extreme GMDs”.
Przede wszystkim co ma na myśli pod pojęciem "solar storm" ("burza słoneczna")? Solar flate (rozbłysk słoneczny)? Coronal mass ejection (koronalny wyrzut masy)? Geomagnetic storm (burzę magnetyczną)?
Mogę tylko się domyślać, że chodzi o wydarzenie łączące wszystkie trzy powyższe. A za przykład służy burza z 1859 roku, gdy popaliło telegrafy w USA.
Takowe zjawisko będzie bardzo niebezpieczne, jednak problemy z elektrowniami jądrowymi będą w tych czasach najmniej istotne. Przede wszystkim taka burza popaliłaby satelity. Obniżona zdolność przesyłu informacji, brak GPS (i Galileo), oślepione wszystkie państwa. Plus problemy z dostawami energii (zniszczone transformatory i linie przesyłowe). Biorąc pod uwagę jeszcze to, że w razie braku zasilania (i jednocześnie przy nieuszkodzonym rdzeniu) pręty kontrolne można opuścić ręcznie, a tym samym wygasić reaktor. Sam reaktor jest również dokładnie obudowany i zabezpieczony, więc ewentualne prądy wzbudzone przez słoneczną plazmę mogłyby dotrzeć jedynie z zewnątrz po kablach. A i wtedy (najprawdopodobniej) przepaliłyby jedynie bezpieczniki.

Ciekawostka: można ocenić jak często występują słoneczne burze na podstawie obecności azotanów w rdzeniach lodowych (wysokoenergetyczne cząstki powodują przekształcenie azotu w powietrzu). Na tej podstawie stwierdzono, że mają one miejsce co około 500 lat (tak silne jak w 1859 roku).

Podsumowując, jeżeli nawet pojawi się tak silna burza jak w 1859 roku to nie powinna ona spowodować destabilizacji i awarii reaktorów. Na pewno nie wszystkich w jednym czasie. A jeżeli nawet gdzieś doprowadzi do awarii to będzie najmniejszym problemem okolicznej ludności.

Obecne reaktory budowane są w ten sposób, by nawet po stopieniu się rdzenia skażenie nie opuściło budynku reaktora i nie zagroziło okolicznym terenom. W Fukushimie emisja cząstek promieniotwórczych zachodziła głównie w wyniku wypuszczania pary zgromadzonej w rdzeniu celem obniżenia ciśnienia oraz w wyniku pożaru po eksplozji wodoru.

Porównanie niesamowicie nieprawdopodobnej awarii wszystkich światowych reaktorów do wyginięcia dinozaurów jest totalnym nieporozumieniem. Uderzenie planetoidy (lub kilku planetoid) o średnicy grubo powyżej 10 km (Chicxulub i/lub Silverpit i/lub Bołtysz i/lub Śiwa) plus trapy dekanu (1,5 miliona km^2 lawy) versus 450 pożarów w reaktorach? Kpina.

Co do EMP w wyniku odpalenia ładunku nuklearnego. Zdanie "To jednak w dużej skali raczej się nie zdarzy, choćby dlatego, że graczy zdolnych do zrobienia czegoś takiego mamy na świecie dwóch — USA i Rosję." jest nieprawdziwe. Każdy kraj posiadający dostęp do broni jądrowej i posiadający możliwość wynoszenia satelit na orbitę okołoziemską może użyć strategicznej broni jądrowej w górnej atmosferze wyzwalając paraliżujący EMP.



Podsumowując cały wywód. Awaria reaktora na skalę Czarnobyla jest wysoce nieprawdopodobna. Biorąc pod uwagę jednoczesną awarię 450 światowych reaktorów jest to matematycznie niemal niemożliwe. A jeżeli nawet, to prawdopodobieństwo tej awarii jako skutku burzy słonecznej jest równie nikłe (nie wspominając, że burza będzie miała dużo więcej, groźniejszych skutków niż odcięcie reaktorów).
I nawet jeżeli doszłoby do jednoczesnej awarii na skalę "450 Czarnobyli) to biorąc pod uwagę skutki Czarnobyla nie byłoby tak źle.

sobota, 29 grudnia 2012

Superwulkan - jak rozpoznać nadchodzący wybuch

Rok temu powstał mój wpis nt. Superwulkanów zamieszczony następnie na blogu Domowy-Survival.pl Wybuch Superwulkanu Obiecałem wtedy, że w następnym wpisie zajmę się tym "Co potem?".
Niestety nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, dlatego minął rok, a mój nowy wpis o Superwulkanach dotyczy "Co przed?".

Jeżeli chodzi o Superwulkany to trzeba wiedzieć jedno - coś takiego nie istnieje.
"Superwulkan" to popularnonaukowa i potoczna nazwa na erupcję czegoś, co nie jest tylko "większym wulkanem". Typowy wulkan to, mniejsza lub większa, góra pod którą znajduje się komora wulkaniczna. Erupcja następuje, gdy komora wulkaniczna się wypełni (duże uproszczenie). W każdym razie typowy wulkan posiada krater z którego się dymi i ogólnie widać z daleka, że to wulkan.
Natomiast tzw. Superwulkanu nie widać wyraźnie na powierzchni. Jest on ukryty głęboko pod ziemią. Tworzy go komora magmowa o olbrzymiej objętości.  Dla porównania - wybuch w Yellowstone 2,1 miliona lat temu wyrzucił ponad 2450 km3 materiału wulkanicznego, gdy wybuch  Krakatau w 1883 roku jedynie 19 km3. Pozwala to wyobrazić sobie skalę całego wydarzenia.

W każdym razie superwulkany to przede wszystkim tzw. hotspoty (polska "plama gorąca"), czyli nadzwyczaj rozgrzane obszary płaszcza ziemskiego. Lawa w takich miejscach przedostaje się przez płaszcz (topi go). Mogą one występować zarówno w pobliżu krawędzi płyt tektonicznych, jak daleko od nich.
Tymczasem typowe wulkany znajdują się właśnie na krawędziach płyt tektonicznych.

Niezmiernie trudno jest przewidzieć wybuch wulkanu, choć jest to możliwe. Aby jednak się udało, dany teren (wulkan) musi być pod stała i dokładną obserwacją. Przede wszystkim dotyczy to aktywności sejsmicznej, jednak wulkany uznawane za najgroźniejsze i najaktywniejsze obserwowane są również z satelit (monitoring np. dwutlenku siarki) oraz przy użyciu GPS. Mając dane dotyczące wcześniejszych wybuchów i aktywności danego wulkanu można określić jego profil. Na tej podstawie udało się przewidzieć znaczącą liczbę wybuchów (zaczynając od wybuchu Góry św. Heleny).

Niestety (stety?) nie zarejestrowano przy użyciu specjalistycznego sprzętu żadnego wybuchu superwulkanu, choć prowadzona jest obserwacja niektórych, potencjalnie, niebezpiecznych miejsc. Przykładem jest choćby Kaldera Yellowstone, która jest pod baczną obserwacją całego zespołu. Pozwala to określić jedynie zarys profilu aktywności, jednak musi to nam wystarczyć.

Jakkolwiek na podstawie dostępnych danych można stwierdzić niektóre fakty oraz określić pewne zdarzenia jako prawdopodobne.
Fakty to:
  • istnieje taki punkt w czasie w który system wulkaniczny staje się niestabilny i prawdopodobnie wybuchnie
  • na podstawie jednego monitorowanego parametru nie można stwierdzić, czy nastąpi erupcja. Jednak niepowiązane trendy kilku monitorowanych parametrów mogą pozwolić ocenić czy system zbliża się do stanu niestabilności
  • każdy wulkan powinien być traktowany, w miarę możliwości, indywidualnie i wnioski nt. przyszłych erupcji powinny być wyciągane przede wszystkim z jego przeszłych erupcji (wynika to z indywidualnej struktury wewnętrznej każdego wulkanu, wyjątkowości składu skał, ich rozmieszczenia, etc.)
  • wulkany należy traktować jako wewnętrznie niespójne systemy, w których możliwe (wręcz - wysoce prawdopodobne) są nieoczekiwane wydarzenia (np. szybkie wynurzanie magmy z nieoczekiwanej głębokości), które prowadzą do niespodziewanego wybuchu
  • wszelkie prognozy na podstawie symptomów mogą dotyczyć jedynie krótkiego odcinka czasu i powinny uwzględniać również znaną historię aktywności danego wulkanu
Należy przede wszystkim pamiętać, że ewentualny wybuch rozpoznamy jedynie po symptomach tuż przed samą erupcją. Nie ma innego sposobu (obecnie) ponieważ aktywność wulkaniczna nie jest procesem stochastycznym.

W takim razie co się monitoruje?

Przede wszystkim aktywność sejsmiczną. Aby móc dokładnie obserwować aktywność określonego wulkanu potrzeba co najmniej trzech czujników, pozwala to w miarę dokładnie określić gdzie znajdują się epicentra wewnętrznych wstrząsów. na tej podstawie można próbować ocenić, czy wstrząsy spowodowane są magmą podchodzącą w górę, czy wzrostem ciśnienia gazów w hydraulice wulkanu.
Określa się trzy typy wstrząsów wulkanicznych:
  1. Krótkookresowe
  2. Długookresowe
  3. Drżenie harmoniczne (harmonic tremor)
Nie ma prosto określonego wzoru na określenie czy wulkan wybuchnie, jednak uznaje się, że wzrost aktywności sejsmicznej jest istotnym wskaźnikiem na wzrost ryzyka wybuchem. Zwłaszcza jeżeli dotyczy to wstrząsów długookresowych oraz pojawienia się drżenia harmonicznego.
Monitoring sejsmiczny wulkanów dotyczy również na obserwacji infradźwięków poniżej 20 Hz. Dzięki systemowi 60 stacji na całym świecie (IMS Global Infrasound Network) naukowcy mogą określić, gdzie właśnie wybucha wulkan.

Ciekawostka: The IMS Global Infrasound Network (60 stacji) wchodził pierwotnie w skład systemu kilkuset stacji monitorujących użycie i testy nuklearne, jednak naukowcy zaczęli korzystać z niego do badania aktywności wulkanicznej.

Emisja gazów. Jak wspomniałem wyżej emisję gazów obserwuje się przede wszystkim przy pomocy satelit. Fluktuacje emisji dwutlenku siarki mogą być markerem nadchodzącej erupcji. Dotyczy to zarówno wzrostu, jak i spadku emisji. W 1991 tuż przed erupcją Mount Pinatubo emisja dwutlenku siarki wzrosła dziesięciokrotnie, z kolei w 1993 roku przed erupcją Galeras emisja spadła.
Wzrost emisji wynika prawdopodobnie ze wzrostu ciśnienia wewnątrz wulkanu spowodowanego zbierającą się magmą. Natomiast spadek emisji może być spowodowany twardnieniem magmy i czopowaniem przez nią ujść gazów. Powoduje to wzrost ciśnienia wewnątrz i zwiększenia prawdopodobieństwa wybuchu.

Deformacja gruntu. Zbierająca się magma powoduje deformację ziemi. Jest to tzw. puchnięcie. Naukowcy mierzą nachylenie stoku oraz zmiany szybkości puchnięcia. Jeżeli wzrasta szybkość deformacji, i jest to połączone ze wzrostem emisji gazów oraz wstrząsami harmonicznymi, można stwierdzić, że erupcja jest już blisko. Erupcja Góry św. Heleny w 1980 jest klasycznym przykładem na skuteczność kompleksowego monitoringu wulkanów i skuteczność przewidywań na podstawie różnych symptomów.

 Monitoring zmian temperatury. W budzącym się wulkanie zachodzi wiele różnych zmian. Nie zawsze widać je na powierzchni (np. deformacje gruntu), ale praktycznie zawsze powodują one zmianę temperatury. Jeżeli więc monitoruje się temperaturę wulkanu i jego otoczenia można ocenić zakres zmian zachodzących pod ziemią. Obserwacje temperatury można prowadzić z: satelit, samolotów/balonów, jak również z urządzeń ręcznych - ręczne kamery FLIR, termometry w fumarolach i gorących źródłach.

Hydrologia. Metody hydrologiczne również pozwalają ocenić ryzyko wystąpienia erupcji. Wzrost ciśnienia gazów w wulkanie może powodować wzrost poziomu wody, a następnie jego spadek tuż przed samą erupcją. Gwałtowne zmiany temperatury mogą spowodować obniżenie wody w warstwie wodonośnej lub nawet jej całkowite wyschnięcie. Wzrost aktywności wulkanu można również wykryć monitorując rzeki w okolicach wulkanu. Obecność laharów lub innych materiałów pochodzenia wulkanicznego jest alarmujący.


Całkiem niedawno pojawiło się również nowe narzędzie do określania, czy grozi nam erupcja. To narzędzie pozwala określić możliwość erupcji nawet miesiące lub lata zanim nastąpi. Jest to monitoring przyrostu lasów. Skuteczność została potwierdzona podczas aktywności wulkanicznej w latach 2002 - 2003 Etny i Niyragong. 


 Jeżeli interesują was wulkany to mogę polecić blog Wulkany Świata. Znajdziecie tam wiele ciekawych informacji, a zwłaszcza newsów dot. aktywności wulkanicznej.

sobota, 24 listopada 2012

Konflikt nuklearny


Kontynuując temat z wykładu Irwina Redlenera podczas TED, chciałbym przedstawić swój punkt widzenia na ewentualny konflikt z użyciem broni jądrowej, a także uzasadnić dlaczego uważam takowy konflikt za bardzo mało prawdopodobny.

Zaznaczam, mam na myśli wojnę pomiędzy państwami z wykorzystaniem broni jądrowej, a nie pojedynczy atak terrorystyczny.

Obecnie na świecie broń jądrową wiadomo, że posiadają: USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Indie, Izrael, Pakistan i Korea Północna. Oprócz tego, w ramach NATO-wskiego programu udostępnienia broni jądrowej, do głowic ma dostęp: Belgia, Niemcy, Holandia, Włochy i Turcja.
Są to państwa oficjalnie posiadające broń jądrową wraz z Izraelem, który prowadzi politykę "nuklearnej dwuznaczności" (lub po prostu braku transparentności w tej kwestii). Od lat władze Izraela powtarzają tylko, że "Izrael nie będzie pierwszym państwem na Bliskim Wschodzie, które "wprowadzi" broń jądrową". Od lat trwa próba właściwej interpretacji tych słów, czy oznaczają one "stworzenie", "ujawnienie" czy "użycie".  Może to oznaczać jeszcze coś innego, ale na chwilę obecną nie ma jednoznacznej interpretacji. W każdym razie szacuje się, że Izrael może posiadać nawet 400 głowic (na tyle wskazują szacunki dot. posiadanych materiałów rozszczepialnych). Izrael posiada również środki zdolne przenosić głowice atomowe. Są to zarówno pociski (np.: Jericho III o zasięgu do 11,5 tys. km.), jak i samoloty (F16 i F15) oraz łodzie podwodne (niemieckie klasy Delfin). Oprócz tego mają środki do użycia: bomb walizkowych, artylerii atomowej, strategicznej broni atomowej (głowice powyżej 1 megatony, jako źródło Impulsu Elektromagnetycznego), min atomowych (prawdopodobnie na Wzgórzach Golan), jak również bomby neutronowej.

Kilkanaście innych krajów prowadziło badania nad bronią jądrową, wszystkie z nich przystąpiły do Układu O Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (podpisały go właściwie wszystkie kraje świata, oprócz: Indii, Pakistanu, Izrael (posiadają broń). Korea Północna wystąpiła z układu po opracowaniu własnych bomb).

Możliwe jest również posiadanie przez inne państwa broni jądrowej (np.: Iran), choć jest to wysoce nieprawdopodobne.
Spośród państw posiadających broń jądrową Indie i Pakistan są ze sobą w stałym konflikcie. Spór dotyczy Kaszmiru i trwa nieprzerwanie od samego początku niepodległego istnienia obu państw. Jest to jeden z możliwych punktów zapalnych, gdzie użycie broni jądrowej nie jest wykluczone. Ponieważ jednak broń jądrową posiadają obie strony występuje tzw. efekt MAD (Mutual Assured Destruction) czyli Zagwarantowanie Wzajemnego Zniszczenia. Pierwszy kraj, który wykorzysta broń jądrową w wojnie może spodziewać się atomowego odwetu.

Izrael, oficjalnie nieposiadający tzw. atomu, skutecznie stara się uniemożliwić wejście w posiadanie broni jądrowej innym państwom na Bliskim Wschodzie. Irak uruchomił swój program jądrowy, ale atak izraelskiego lotnictwa (operacja Opera) opóźnił jego realizację, a podczas I Wojny w Zatoce Perskiej został on całkowicie zlikwidowany. Co udowodniły poszukiwania broni masowego rażenia po II Wojnie w Zatoce Perskiej. Obecnie Iran posiada kompleks w którym pracuje na materiałach radioaktywnych w celach pokojowych (oficjalnie) i jest to kolejne "zmartwienie" izraelskich władz. Kwestia jeszcze nie została rozwiązana, choć zanosi się na interwencję podobną do operacji Opera.

Korea Północna jest w stanie oficjalnej wojny z Koreą Południową (trwa zawieszenie broni). Posiadając głowice byłaby w stanie podbić Koreę Południową, gdyby nie wsparcie Japonii i USA. Agresywne wykorzystanie głowic w konflikcie jest mało prawdopodobne, choć w celach obronnych władze północnokoreańskie prawdopodobnie by się nie zawahały.

Reszta "mocarstw atomowych" nie jest związana w konflikty w których użycie broni jądrowej jest choćby prawdopodobne. Musiałaby nastąpić wyjątkowe i obecnie nieprzewidziane wydarzenie, które mogłoby zmusić USA, Rosję, Wielką Brytanię, Francję czy Chiny do odpalenia swoich głowic.

Po wstępie teoretycznym przejdę do własnych rozmyślań i wniosków, jakie z nich wyciągnąłem.


Po pierwsze: broń jądrową kraj ją posiadający może wykorzystać przeciwko krajowi posiadającemu tą broń lub krajowi nie posiadającej tej broni. Wykorzystanie broni jądrowej przeciwko krajowi bez takowej broni skutkować będzie międzynarodowym skandalem i poważnymi reperkusjami. Przede wszystkim reszta krajów nieatomowych zacznie się obawiać powtórzenia takiej sytuacji. Będą naciskać na inne państwa atomowo w sprawie gwarancji nieużywania broni atomowej i ochrony przed takim użyciem. Ogólnie państwo, które użyje broni jądrowej asymetrycznie (wobec przeciwnika bez dostępu do tej broni) straci wiarygodność na arenie międzynarodowej – rozumowanie: skoro nie potrafi rozwiązać problemu przy pomocy konwencjonalnych metod i musi uciekać się do użycia broni jądrowe musi być słabe. Jednocześnie na tyle szalone, by zdecydować się na taki ruch jako pierwsze.
W drugiej sytuacji (sytuacja symetryczna, oba państwa mają dostęp do broni jądrowej) również mamy dwie możliwości. Albo kraj zaatakowany zastosuje odwet, albo się na to nei zdecyduje. Broń jądrową mocarstwa atomowe posiadają przede wszystkim w celu odstraszenia przed potencjalnym atakiem. W ten sposób działa MAD (Mutual Assured Destruction) – ty zniszczysz mnie, ale ja zdążę jeszcze zniszczyć ciebie.  Z drugiej jednak strony istnieje również koncepcja, że kraj zaatakowany nie zdecyduje się na odwet. Wynikać to będzie ze strachu przed tzw. drugą falą, czyli kolejnym atakiem nuklearnym. Biorąc jednak pod uwagę system decyzyjny i podejście do MAD, zdecydowanie bardziej prawdopodobna wydaje się opcja odwetu. Istnieją nawet informacje o systemach automatycznego odwetu w sytuacji, gdy nie żyłby już nikt, kto mógłby podjąć decyzję o odwecie. Doktryna MAD musi być niepodważalna, żeby działać.

Po drugie: historia pokazuje, że nawet tyrani i dyktatorzy mając dostęp do „broni ostatecznych” (masowej zagłady) nie decydowali się na użycie jej nawet w sytuacji ostatecznego upadku. Przykładem może być choćby Hitler i broń chemiczna, lub obecnie, Baszar al-Assad w Syrii ma dostęp do gazu VX (pisałem już o nim we wcześniejszych wpisie), jednak nie użył go jeszcze jednak w walkach z rebeliantami.
Broń masowej zagłady jest bronią ostateczną i pociąga za sobą znaczne konsekwencje, czego ludzie mogący podjąć decyzję o jej użyciu, są świadomi. Zakłada się, że użycie tego rodzaju broni jest najbardziej prawdopodobne dopiero w sytuacji, gdy zagrożone jest fizyczne istnienie danego narodu lub kraju. Ryzyko, czy nawet pewność, utraty władzy przez dyktatora jest niewystarczającą motywacją, by ten dyktator zdecydował się na taki ruch.
Wynika z tego, że jedynie osoba wyjątkowo niezrównoważona psychicznie mogłaby zadecydować o ataku przy pomocy broni jądrowej, jednocześnie prawdopodobieństwo by osoba na tyle niezrównoważona miała jednocześnie możliwość decydowania o ataku jest wysoce nieprawdopodobne. Tym bardziej, że istniejące procedury w większości mocarstw atomowych wykluczają możliwość decydowania o ataku przez jedną osobę.

Podsumowując: decyzja o oficjalnym użyciu broni jądrowej w konflikcie międzypaństwowym może zapaś jedynie w sytuacji decyzji podjętej przez wyjątkowo szalone osoby/osobę lub w sytuacji fizycznego zagrożenia istnienia danego kraju/narodu. Inne możliwe sytuacji (np. błąd) są wysoce nieprawdopodobne.

niedziela, 30 września 2012

Zagrożenie nuklearne - wojna i terroryzm

Od 1945 i pierwszych dwóch militarnych eksplozji nuklearnych w Hiroszimie i Nagasaki w społecznej świadomości pojawiło się nowe zagrożenie. Inne niż do tej pory, o sile rzędy wielkości przekraczającej dotychczasowe bronie.

Już pierwsze samoloty i czołgi podczas I Wojny Światowej wywoływały panikę i przerażenie w żołnierzach. Naloty na Wielką Brytanię w wykonaniu niemieckich zeppelinów pozwoliły cywilom zaznać pierwszego smaku nalotów. W II Wojnie Światowej karierę zrobiła artyleria i lotnictwo bombowe.
Już one były trudne do wyobrażenia dla większości ówczesnych ludzi, urodzonych w XIX stuleciu. Pod koniec wojny w Europie pojawiły się jeszcze pociski rakietowe V1 i V2.
Śmierć przylatywała nagle, a jedynym ostrzeżeniem był charakterystyczny hałas.

Wszystkie powyższe bronie pojawiły się w ciągu niecałych 30 lat, czyli w ciągu życia jednego człowieka.
Na sam koniec pojawiła się bomba atomowa. Najstraszniejsza i najpotężniejsza broń jaką stworzył człowiek.

Nie ma żadnego ostrzeżenia przed wybuchem bomby atomowej. Może to nastąpić wszędzie. A zagrożenie nie ustępuje nawet po wybuchu (jak to było z dotychczasowymi pociskami) z powodu promieniowania. Teren na którym użyto bomby jest skażony na długi czas i nawet jeżeli uda się przeżyć wybuch, to promieniowanie szybko może zmienić ten stan rzeczy.

Właśnie w tej tematyce jest poniższy film Irwina Redlenera z konferencji TED "O sposobach przetrwania ataku nuklearnego".


Nie ze wszystkimi tezami autora się w filmie zgadzam, ale podczas wykładu podaje on wiele interesujących, jak również przydatnych, informacji. Na pewno warto film obejrzeć, choć dla leniwych podam najważniejsze i najprzydatniejsze (moim zdaniem) informacje z filmu:
  • żadne plany i prognozy rządu i jakichkolwiek organizacji nie będą w stanie zapanować nad chaosem po eksplozji
  • 90 % osób znajdujących się w promieniu 0,8 km od miejsca eksplozji 10 kilotonowej bomby zginie natychmiast
  • 50% na natychmiastową śmierć w promieniu 3 km
  • 10%-20% na natychmiastową śmierć w promieniu 12 km
  • jeżeli masz najmniejsze podejrzenia eksplozji nuklearnej - zamknij oczy i otwórz usta (wyrównanie ciśnienia w momencie uderzenia fali)
  • jeżeli przeżyjesz wybuch, ale znajdujesz się blisko masz maksymalnie 20 minut, żeby uciec jak najdalej się da. Po tym czasie uderzy promieniowanie. 
  • uciekaj prostopadle lub z wiatrem (a będzie on wiał od miejsca wybuchu)
  • jeżeli nie możesz uciekać schowaj się - piwnice, najgłębiej jak się da, lub co najmniej 10 piętro (najwyżej jak się da, o ile to eksplozja naziemna - typowy atak terrorystyczny)
  • po pierwszym opadzie (zazwyczaj od 48h do 72h), jeżeli jeszcze przebywacie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miejsca eksplozji, należy jak najszybciej się ewakuować jak najdalej
Podsumowując, widzisz grzyb atomowy - jak najszybciej uciekaj w drugą stronę. Bierz samochód (nie ma znaczenia czy własny) i grzej ile się da. Po 100km możesz czuć się bezpiecznie. Jeżeli nie możesz uciec od razu - schroń się. Im bardziej jesteś odseparowany (ziemia lub beton - każdy strop w budynku to dodatkowa warstwa!), tym jesteś bezpieczniejszy (czyt. masz więcej czasu na ucieczkę). Przebywaj tam nie krócej niż 48h, ale również nie dłużej niż 72h. Z jednej strony należy przeczekać pierwszy opad i promieniowanie, z drugiej jednak strony bez żywności i wody i tak się umrze.
Jeżeli uciekasz (ze schronu po pierwszym opadzie, czy też od razu po eksplozji) okryj się najgrubiej jak się da (ale ubranie nie może jednocześnie ograniczyć twoich ruchów podczas ucieczki!). Osłoń usta i nos, choćby zwykłą szmatą. Gdy już znajdziesz się w bezpiecznym miejscu (w ciągu pierwszych 24h jest to odległość co najmniej 15 km) zdejmij wszystko co masz na sobie i wykąp się dokładnie. Załóż nowe ubrania, nieskażone! i uciekaj dalej. Strefa w promieniu około 100km (w zależności od wiatru i siły eksplozji) nie jest bezpieczna do zatrzymania się na dłużej.

Mówca wiele miejsca poświęca anegdotom (n.p.: o bombach walizkowym, czy o FEMA), przykłada również znaczny nacisk na "skuteczniejsze zakazy, skuteczniejsze zapobieganie, skuteczniejsze reguły...". Krótko mówiąc, jest zwolennikiem zwiększenia zakresu istnienia państwa policyjnego i uważa to za jedyny ratunek przed zagrożeniem terroryzmem nuklearnym. W znacznym stopniu nakłania do poparcia swojego podejścia poprzez straszenie. Podaje liczby i dane dotyczące ilości materiałów rozszczepialnych dostępnych, w mniejszym lub większym stopniu, na świecie. Zwłaszcza na terenie byłego ZSRR. Jednak są to półprawdy lub niepełne dane, by nie powiedzieć dosadniej - kłamstwa, podawane tylko do uzasadnienia przy wprowadzeniu większych restrykcji.
Oczywiście, że wiele należy zmieniać w kwestii bezpieczeństwa, wyczuwam jednak w panu Redlnerze chęć poświęcania wolności w zamian za bezpieczeństwo. A tym już zgodzić się nie mogę.