sobota, 29 grudnia 2012

Superwulkan - jak rozpoznać nadchodzący wybuch

Rok temu powstał mój wpis nt. Superwulkanów zamieszczony następnie na blogu Domowy-Survival.pl Wybuch Superwulkanu Obiecałem wtedy, że w następnym wpisie zajmę się tym "Co potem?".
Niestety nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, dlatego minął rok, a mój nowy wpis o Superwulkanach dotyczy "Co przed?".

Jeżeli chodzi o Superwulkany to trzeba wiedzieć jedno - coś takiego nie istnieje.
"Superwulkan" to popularnonaukowa i potoczna nazwa na erupcję czegoś, co nie jest tylko "większym wulkanem". Typowy wulkan to, mniejsza lub większa, góra pod którą znajduje się komora wulkaniczna. Erupcja następuje, gdy komora wulkaniczna się wypełni (duże uproszczenie). W każdym razie typowy wulkan posiada krater z którego się dymi i ogólnie widać z daleka, że to wulkan.
Natomiast tzw. Superwulkanu nie widać wyraźnie na powierzchni. Jest on ukryty głęboko pod ziemią. Tworzy go komora magmowa o olbrzymiej objętości.  Dla porównania - wybuch w Yellowstone 2,1 miliona lat temu wyrzucił ponad 2450 km3 materiału wulkanicznego, gdy wybuch  Krakatau w 1883 roku jedynie 19 km3. Pozwala to wyobrazić sobie skalę całego wydarzenia.

W każdym razie superwulkany to przede wszystkim tzw. hotspoty (polska "plama gorąca"), czyli nadzwyczaj rozgrzane obszary płaszcza ziemskiego. Lawa w takich miejscach przedostaje się przez płaszcz (topi go). Mogą one występować zarówno w pobliżu krawędzi płyt tektonicznych, jak daleko od nich.
Tymczasem typowe wulkany znajdują się właśnie na krawędziach płyt tektonicznych.

Niezmiernie trudno jest przewidzieć wybuch wulkanu, choć jest to możliwe. Aby jednak się udało, dany teren (wulkan) musi być pod stała i dokładną obserwacją. Przede wszystkim dotyczy to aktywności sejsmicznej, jednak wulkany uznawane za najgroźniejsze i najaktywniejsze obserwowane są również z satelit (monitoring np. dwutlenku siarki) oraz przy użyciu GPS. Mając dane dotyczące wcześniejszych wybuchów i aktywności danego wulkanu można określić jego profil. Na tej podstawie udało się przewidzieć znaczącą liczbę wybuchów (zaczynając od wybuchu Góry św. Heleny).

Niestety (stety?) nie zarejestrowano przy użyciu specjalistycznego sprzętu żadnego wybuchu superwulkanu, choć prowadzona jest obserwacja niektórych, potencjalnie, niebezpiecznych miejsc. Przykładem jest choćby Kaldera Yellowstone, która jest pod baczną obserwacją całego zespołu. Pozwala to określić jedynie zarys profilu aktywności, jednak musi to nam wystarczyć.

Jakkolwiek na podstawie dostępnych danych można stwierdzić niektóre fakty oraz określić pewne zdarzenia jako prawdopodobne.
Fakty to:
  • istnieje taki punkt w czasie w który system wulkaniczny staje się niestabilny i prawdopodobnie wybuchnie
  • na podstawie jednego monitorowanego parametru nie można stwierdzić, czy nastąpi erupcja. Jednak niepowiązane trendy kilku monitorowanych parametrów mogą pozwolić ocenić czy system zbliża się do stanu niestabilności
  • każdy wulkan powinien być traktowany, w miarę możliwości, indywidualnie i wnioski nt. przyszłych erupcji powinny być wyciągane przede wszystkim z jego przeszłych erupcji (wynika to z indywidualnej struktury wewnętrznej każdego wulkanu, wyjątkowości składu skał, ich rozmieszczenia, etc.)
  • wulkany należy traktować jako wewnętrznie niespójne systemy, w których możliwe (wręcz - wysoce prawdopodobne) są nieoczekiwane wydarzenia (np. szybkie wynurzanie magmy z nieoczekiwanej głębokości), które prowadzą do niespodziewanego wybuchu
  • wszelkie prognozy na podstawie symptomów mogą dotyczyć jedynie krótkiego odcinka czasu i powinny uwzględniać również znaną historię aktywności danego wulkanu
Należy przede wszystkim pamiętać, że ewentualny wybuch rozpoznamy jedynie po symptomach tuż przed samą erupcją. Nie ma innego sposobu (obecnie) ponieważ aktywność wulkaniczna nie jest procesem stochastycznym.

W takim razie co się monitoruje?

Przede wszystkim aktywność sejsmiczną. Aby móc dokładnie obserwować aktywność określonego wulkanu potrzeba co najmniej trzech czujników, pozwala to w miarę dokładnie określić gdzie znajdują się epicentra wewnętrznych wstrząsów. na tej podstawie można próbować ocenić, czy wstrząsy spowodowane są magmą podchodzącą w górę, czy wzrostem ciśnienia gazów w hydraulice wulkanu.
Określa się trzy typy wstrząsów wulkanicznych:
  1. Krótkookresowe
  2. Długookresowe
  3. Drżenie harmoniczne (harmonic tremor)
Nie ma prosto określonego wzoru na określenie czy wulkan wybuchnie, jednak uznaje się, że wzrost aktywności sejsmicznej jest istotnym wskaźnikiem na wzrost ryzyka wybuchem. Zwłaszcza jeżeli dotyczy to wstrząsów długookresowych oraz pojawienia się drżenia harmonicznego.
Monitoring sejsmiczny wulkanów dotyczy również na obserwacji infradźwięków poniżej 20 Hz. Dzięki systemowi 60 stacji na całym świecie (IMS Global Infrasound Network) naukowcy mogą określić, gdzie właśnie wybucha wulkan.

Ciekawostka: The IMS Global Infrasound Network (60 stacji) wchodził pierwotnie w skład systemu kilkuset stacji monitorujących użycie i testy nuklearne, jednak naukowcy zaczęli korzystać z niego do badania aktywności wulkanicznej.

Emisja gazów. Jak wspomniałem wyżej emisję gazów obserwuje się przede wszystkim przy pomocy satelit. Fluktuacje emisji dwutlenku siarki mogą być markerem nadchodzącej erupcji. Dotyczy to zarówno wzrostu, jak i spadku emisji. W 1991 tuż przed erupcją Mount Pinatubo emisja dwutlenku siarki wzrosła dziesięciokrotnie, z kolei w 1993 roku przed erupcją Galeras emisja spadła.
Wzrost emisji wynika prawdopodobnie ze wzrostu ciśnienia wewnątrz wulkanu spowodowanego zbierającą się magmą. Natomiast spadek emisji może być spowodowany twardnieniem magmy i czopowaniem przez nią ujść gazów. Powoduje to wzrost ciśnienia wewnątrz i zwiększenia prawdopodobieństwa wybuchu.

Deformacja gruntu. Zbierająca się magma powoduje deformację ziemi. Jest to tzw. puchnięcie. Naukowcy mierzą nachylenie stoku oraz zmiany szybkości puchnięcia. Jeżeli wzrasta szybkość deformacji, i jest to połączone ze wzrostem emisji gazów oraz wstrząsami harmonicznymi, można stwierdzić, że erupcja jest już blisko. Erupcja Góry św. Heleny w 1980 jest klasycznym przykładem na skuteczność kompleksowego monitoringu wulkanów i skuteczność przewidywań na podstawie różnych symptomów.

 Monitoring zmian temperatury. W budzącym się wulkanie zachodzi wiele różnych zmian. Nie zawsze widać je na powierzchni (np. deformacje gruntu), ale praktycznie zawsze powodują one zmianę temperatury. Jeżeli więc monitoruje się temperaturę wulkanu i jego otoczenia można ocenić zakres zmian zachodzących pod ziemią. Obserwacje temperatury można prowadzić z: satelit, samolotów/balonów, jak również z urządzeń ręcznych - ręczne kamery FLIR, termometry w fumarolach i gorących źródłach.

Hydrologia. Metody hydrologiczne również pozwalają ocenić ryzyko wystąpienia erupcji. Wzrost ciśnienia gazów w wulkanie może powodować wzrost poziomu wody, a następnie jego spadek tuż przed samą erupcją. Gwałtowne zmiany temperatury mogą spowodować obniżenie wody w warstwie wodonośnej lub nawet jej całkowite wyschnięcie. Wzrost aktywności wulkanu można również wykryć monitorując rzeki w okolicach wulkanu. Obecność laharów lub innych materiałów pochodzenia wulkanicznego jest alarmujący.


Całkiem niedawno pojawiło się również nowe narzędzie do określania, czy grozi nam erupcja. To narzędzie pozwala określić możliwość erupcji nawet miesiące lub lata zanim nastąpi. Jest to monitoring przyrostu lasów. Skuteczność została potwierdzona podczas aktywności wulkanicznej w latach 2002 - 2003 Etny i Niyragong. 


 Jeżeli interesują was wulkany to mogę polecić blog Wulkany Świata. Znajdziecie tam wiele ciekawych informacji, a zwłaszcza newsów dot. aktywności wulkanicznej.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Zapasy żywności

Koniec świata za nami, święta przed nami. A zapasy żywności trzeba gromadzić.
Na pewno trzeba? A jeżeli tak, to jakie?

Do napisania tego wpisu natchnęły mnie dwa inne, które pojawiły się na Domowy-survival.pl Prosty zapas żwyności 200 000 kalorii oraz u Doxy Emergency food

Osoby chcące się przygotować na WTSHTF (When The Shit Hits The Fan) gromadzą przede wszystkim zapasy żywności. Jedni potrzebują jedzenia na miesiąc, inni na pół roku, a niektórzy nawet na rok i dłużej.

Ze składowaniem żywności wiąże się wiele problemów:
a)  ile żywności zgromadzić
b) jaką żywność zgromadzić
c) gdzie ją gromadzić
d) jak ją gromadzić i zabezpieczać

Ilość żywności zależy przede wszystkim od naszych potrzeb i liczby osób, dla której chcemy zgromadzić żywność. Można założyć, że dla jednej osoby dorosłej potrzeba minimum 2000 kcal (kilokalorii). 
Jeżeli chcemy zgromadzić jak najwięcej kalorii w jak najmniejszej masie to powinniśmy zainteresować się przede wszystkim tłuszczami. Mają one 9 kcal w każdym gramie. Z kolei węglowodany i białka to jedynie 4 kcal/gram. 

Ciekawostka - etanol ma 7 kcal w jednym gramie.

Jednak dieta złożona z samego smalcu popijanego olejem roślinnym nie byłaby ani smaczna, ani zdrowa. I na dłuższą metę skończyłaby się zgonem, a tego chcemy uniknąć.

Wracając do pytania "ile". W przypadku wielu produktów głównym składnikiem jest woda. To ona odpowiada za masę i objętość. Dlatego właśnie warto jest zastanowić się nad żywnością suszoną lub liofilizowaną. Z drugiej jednak strony nadal będziemy potrzebowali wody. Żywność suszona nie dostarczy wody do naszego organizmu, a właśnie jedzenie produktów zawierających wodę jest jej głównym źródłem dla człowieka. Oznacza to, że jedząc żywność suszoną będziemy musieli więcej pić.
Natomiast żywność liofilizowana, aby nadawała się do spożycia, musi być zalana wodą. Zazwyczaj wrzącą.
W obu przypadkach oznacza to, że nie oszczędzimy miejsca w naszej spiżarni, a jedynie przeniesiemy wodę z produktów do pojemników.

Żywność suszona i liofilizowana ma za to jedną dużą zaletę - może być przechowywana dłużej. I to jest właściwie jedyny powód, by rozpatrywać gromadzenie żywności tego typu.

Co jednak konkretnie gromadzić?
Człowiek potrzebuje różnych składników odżywczych, mineralnych (mikro- i makroelementy), witamin a nawet błonnika (nie trawimy błonnika). Więc podstawowa rada brzmi: Urozmaicaj! 


Białko, węglowodany, tłuszcze. To jest proste - suszone/liofilizowane mięso, smalec/oleje, miód, zboża. Pamiętajmy, że cukier (ten biały, sklepowy) to jedynie sacharoza, dwucukier. Natomiast ludzie potrzebują przede wszystkim wielocukrów, polisacharydy, czyli na przykład skrobię, glikogen i heparynę.
Oznacza to konieczność gromadzenia zbóż (najłatwiej).
Białka znajdziemy też w roślinach strączkowych (np.:fasola, bób), serach i orzechach. 
Tłuszcze? Smalec, słonina, tran, masło, olej rzepakowy, oliwa z oliwek.

Oprócz tego warzywa i owoce. Są one niezbędne i bez nich miesiąc przeżyć się da, ale za cenę zdrowia. Co w sytuacji WTSHTF może być równoznaczne ze śmiercią.
 Warzywa i owoce można liofilizować, suszyć, pasteryzować, kandyzować, marynować, kwasić. Wybór jest szeroki. Zawsze można również zamrozić. Wybudowanie domowej lodowni nie jest wielką sztuką, a jeżeli po wypełnieniu jej lodem i produktami spożywczymi zaplombujemy ją to niska temperatura zachowa się wewnątrz naprawdę długo. Lodownia jest prostsza do wykonania od schronu.

Sposobów na konserwację żywności jest sporo. Część pozwala na przechowywanie przez kilka miesięcy, część przez całe lata. Ale chyba nikt z nas nie sądzi, że po WTSHTF będzie można żywić się zgromadzonymi zapasami przez lata?

piątek, 14 grudnia 2012

Bunkier?

Bunkry, schrony i ziemianki. Większość survivalowców i preppersów uważa, że tego typu schronienie jest niezbędne do przeżycia, czy przetrwania, najróżniejszych katastrof czy klęsk. Od upadku meteorytu, przez nuklearny armageddon i wojnę, po załamanie cen ropy.
Moje zdanie jest inne.

Rozważania na temat sensowności posiadania schronu z prawdziwego zdarzenia należy zacząć od podkreślenia, że schron/bunkier ma ZWIĘKSZYĆ nasze szanse przeżycia. Bunkier nie jest celem samym w sobie, jest drogą (narzędziem) do celu - jakim jest przeżycie.
Jeżeli o tym zapomnimy, bunkier ze schronienia stanie się pułapką.

Przede wszystkim istnieje wiele sytuacji, gdy należy uciekać, opuścić miejsce zamieszkania. Zostawiając dom, zapasy, a może i bunkier za sobą, aby przenieść się w bezpieczniejsze rejony. W większości przypadków właśnie ucieczka jest najrozsądniejszym wyborem. Natomiast bunkier czy zapasy stanowią obciążenie. Wiele osób nie będzie chciało się rozstać z zapasami gromadzonymi przez lata i schronem, na który wydali spore fundusze.

Kolejną kwestią jest sytuacja, gdy schron zamienia się w pułapkę. Nie zapominajmy, że "po wszystkim" (cokolwiek przez to rozumiemy), chcemy  opuścić ów bunkier. Bo zapasy się kończą, bo mamy już dość siedzenia w ciasnocie, bez świeżego powietrza, w dodatku samotnie lub ciągle z tymi samymi osobami. Powody będą różne. Może jednak nastąpić sytuacja, gdy wyjście będzie niemożliwe.
Aby pokazać mój punkt widzenia posłużę się przykładem.

Jest wojna, przechodzi front. My chronimy się w dobrze zabezpieczonym bunkrze z zapasami na długo. Zamykamy za sobą drzwi. Bunkier jest dobrze przygotowany, mamy wejście główne i jednio zapasowe, ukryte. Pojawiają się żołnierze przeciwnika, znajdują wejście do bunkra - stalowe drzwi.
Co się stanie?
Wiele osób odpowie - będą chcieli wejść do środka, wysadzą wejście.
W rzeczywistości jednak może stać się coś innego, gorszego. Dowódca każe przeszukać dokładnie teren. Bunkier powinien mieć drugie wyjście, więc trzeba je znaleźć. Mając kilkudziesięciu ludzi znajdą wyjście szybko - otwór będzie znajdował się dalej niż w promieniu kilkudziesięciu metrów, a wiedzą czego szukać.
Po czym zaplombują oba wyjścia. Czy to zaspawają, czy przywalą gruzem z wysadzonego budynku.
Przede wszystkim:
- po co mają wchodzić do środka? Nie wiadomo co i kto jest w środku i jakie tam jest zagrożenie - broń chemiczna, biologiczna, może promieniowanie.
- ale nie mogą zostawić sobie za plecami bunkra z niewiadomą wewnątrz. Bunkier oznacza zorganizowanie, a tym samym potencjalne niebezpieczeństwo.
Rozwiązanie jest tylko jedno - unieszkodliwienie bunkra. Wejście wymaga więcej czasu i jest ryzykowne, zapieczętowanie jest szybsze i bez ryzyka.

Biorąc pod uwagę powyższe. Przemyślcie dobrze, czy bunkier jest wam naprawdę potrzebny i czy czasem nie będzie on stanowił niepotrzebnego obciążenia.


sobota, 24 listopada 2012

Konflikt nuklearny


Kontynuując temat z wykładu Irwina Redlenera podczas TED, chciałbym przedstawić swój punkt widzenia na ewentualny konflikt z użyciem broni jądrowej, a także uzasadnić dlaczego uważam takowy konflikt za bardzo mało prawdopodobny.

Zaznaczam, mam na myśli wojnę pomiędzy państwami z wykorzystaniem broni jądrowej, a nie pojedynczy atak terrorystyczny.

Obecnie na świecie broń jądrową wiadomo, że posiadają: USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Indie, Izrael, Pakistan i Korea Północna. Oprócz tego, w ramach NATO-wskiego programu udostępnienia broni jądrowej, do głowic ma dostęp: Belgia, Niemcy, Holandia, Włochy i Turcja.
Są to państwa oficjalnie posiadające broń jądrową wraz z Izraelem, który prowadzi politykę "nuklearnej dwuznaczności" (lub po prostu braku transparentności w tej kwestii). Od lat władze Izraela powtarzają tylko, że "Izrael nie będzie pierwszym państwem na Bliskim Wschodzie, które "wprowadzi" broń jądrową". Od lat trwa próba właściwej interpretacji tych słów, czy oznaczają one "stworzenie", "ujawnienie" czy "użycie".  Może to oznaczać jeszcze coś innego, ale na chwilę obecną nie ma jednoznacznej interpretacji. W każdym razie szacuje się, że Izrael może posiadać nawet 400 głowic (na tyle wskazują szacunki dot. posiadanych materiałów rozszczepialnych). Izrael posiada również środki zdolne przenosić głowice atomowe. Są to zarówno pociski (np.: Jericho III o zasięgu do 11,5 tys. km.), jak i samoloty (F16 i F15) oraz łodzie podwodne (niemieckie klasy Delfin). Oprócz tego mają środki do użycia: bomb walizkowych, artylerii atomowej, strategicznej broni atomowej (głowice powyżej 1 megatony, jako źródło Impulsu Elektromagnetycznego), min atomowych (prawdopodobnie na Wzgórzach Golan), jak również bomby neutronowej.

Kilkanaście innych krajów prowadziło badania nad bronią jądrową, wszystkie z nich przystąpiły do Układu O Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (podpisały go właściwie wszystkie kraje świata, oprócz: Indii, Pakistanu, Izrael (posiadają broń). Korea Północna wystąpiła z układu po opracowaniu własnych bomb).

Możliwe jest również posiadanie przez inne państwa broni jądrowej (np.: Iran), choć jest to wysoce nieprawdopodobne.
Spośród państw posiadających broń jądrową Indie i Pakistan są ze sobą w stałym konflikcie. Spór dotyczy Kaszmiru i trwa nieprzerwanie od samego początku niepodległego istnienia obu państw. Jest to jeden z możliwych punktów zapalnych, gdzie użycie broni jądrowej nie jest wykluczone. Ponieważ jednak broń jądrową posiadają obie strony występuje tzw. efekt MAD (Mutual Assured Destruction) czyli Zagwarantowanie Wzajemnego Zniszczenia. Pierwszy kraj, który wykorzysta broń jądrową w wojnie może spodziewać się atomowego odwetu.

Izrael, oficjalnie nieposiadający tzw. atomu, skutecznie stara się uniemożliwić wejście w posiadanie broni jądrowej innym państwom na Bliskim Wschodzie. Irak uruchomił swój program jądrowy, ale atak izraelskiego lotnictwa (operacja Opera) opóźnił jego realizację, a podczas I Wojny w Zatoce Perskiej został on całkowicie zlikwidowany. Co udowodniły poszukiwania broni masowego rażenia po II Wojnie w Zatoce Perskiej. Obecnie Iran posiada kompleks w którym pracuje na materiałach radioaktywnych w celach pokojowych (oficjalnie) i jest to kolejne "zmartwienie" izraelskich władz. Kwestia jeszcze nie została rozwiązana, choć zanosi się na interwencję podobną do operacji Opera.

Korea Północna jest w stanie oficjalnej wojny z Koreą Południową (trwa zawieszenie broni). Posiadając głowice byłaby w stanie podbić Koreę Południową, gdyby nie wsparcie Japonii i USA. Agresywne wykorzystanie głowic w konflikcie jest mało prawdopodobne, choć w celach obronnych władze północnokoreańskie prawdopodobnie by się nie zawahały.

Reszta "mocarstw atomowych" nie jest związana w konflikty w których użycie broni jądrowej jest choćby prawdopodobne. Musiałaby nastąpić wyjątkowe i obecnie nieprzewidziane wydarzenie, które mogłoby zmusić USA, Rosję, Wielką Brytanię, Francję czy Chiny do odpalenia swoich głowic.

Po wstępie teoretycznym przejdę do własnych rozmyślań i wniosków, jakie z nich wyciągnąłem.


Po pierwsze: broń jądrową kraj ją posiadający może wykorzystać przeciwko krajowi posiadającemu tą broń lub krajowi nie posiadającej tej broni. Wykorzystanie broni jądrowej przeciwko krajowi bez takowej broni skutkować będzie międzynarodowym skandalem i poważnymi reperkusjami. Przede wszystkim reszta krajów nieatomowych zacznie się obawiać powtórzenia takiej sytuacji. Będą naciskać na inne państwa atomowo w sprawie gwarancji nieużywania broni atomowej i ochrony przed takim użyciem. Ogólnie państwo, które użyje broni jądrowej asymetrycznie (wobec przeciwnika bez dostępu do tej broni) straci wiarygodność na arenie międzynarodowej – rozumowanie: skoro nie potrafi rozwiązać problemu przy pomocy konwencjonalnych metod i musi uciekać się do użycia broni jądrowe musi być słabe. Jednocześnie na tyle szalone, by zdecydować się na taki ruch jako pierwsze.
W drugiej sytuacji (sytuacja symetryczna, oba państwa mają dostęp do broni jądrowej) również mamy dwie możliwości. Albo kraj zaatakowany zastosuje odwet, albo się na to nei zdecyduje. Broń jądrową mocarstwa atomowe posiadają przede wszystkim w celu odstraszenia przed potencjalnym atakiem. W ten sposób działa MAD (Mutual Assured Destruction) – ty zniszczysz mnie, ale ja zdążę jeszcze zniszczyć ciebie.  Z drugiej jednak strony istnieje również koncepcja, że kraj zaatakowany nie zdecyduje się na odwet. Wynikać to będzie ze strachu przed tzw. drugą falą, czyli kolejnym atakiem nuklearnym. Biorąc jednak pod uwagę system decyzyjny i podejście do MAD, zdecydowanie bardziej prawdopodobna wydaje się opcja odwetu. Istnieją nawet informacje o systemach automatycznego odwetu w sytuacji, gdy nie żyłby już nikt, kto mógłby podjąć decyzję o odwecie. Doktryna MAD musi być niepodważalna, żeby działać.

Po drugie: historia pokazuje, że nawet tyrani i dyktatorzy mając dostęp do „broni ostatecznych” (masowej zagłady) nie decydowali się na użycie jej nawet w sytuacji ostatecznego upadku. Przykładem może być choćby Hitler i broń chemiczna, lub obecnie, Baszar al-Assad w Syrii ma dostęp do gazu VX (pisałem już o nim we wcześniejszych wpisie), jednak nie użył go jeszcze jednak w walkach z rebeliantami.
Broń masowej zagłady jest bronią ostateczną i pociąga za sobą znaczne konsekwencje, czego ludzie mogący podjąć decyzję o jej użyciu, są świadomi. Zakłada się, że użycie tego rodzaju broni jest najbardziej prawdopodobne dopiero w sytuacji, gdy zagrożone jest fizyczne istnienie danego narodu lub kraju. Ryzyko, czy nawet pewność, utraty władzy przez dyktatora jest niewystarczającą motywacją, by ten dyktator zdecydował się na taki ruch.
Wynika z tego, że jedynie osoba wyjątkowo niezrównoważona psychicznie mogłaby zadecydować o ataku przy pomocy broni jądrowej, jednocześnie prawdopodobieństwo by osoba na tyle niezrównoważona miała jednocześnie możliwość decydowania o ataku jest wysoce nieprawdopodobne. Tym bardziej, że istniejące procedury w większości mocarstw atomowych wykluczają możliwość decydowania o ataku przez jedną osobę.

Podsumowując: decyzja o oficjalnym użyciu broni jądrowej w konflikcie międzypaństwowym może zapaś jedynie w sytuacji decyzji podjętej przez wyjątkowo szalone osoby/osobę lub w sytuacji fizycznego zagrożenia istnienia danego kraju/narodu. Inne możliwe sytuacji (np. błąd) są wysoce nieprawdopodobne.

niedziela, 30 września 2012

Zagrożenie nuklearne - wojna i terroryzm

Od 1945 i pierwszych dwóch militarnych eksplozji nuklearnych w Hiroszimie i Nagasaki w społecznej świadomości pojawiło się nowe zagrożenie. Inne niż do tej pory, o sile rzędy wielkości przekraczającej dotychczasowe bronie.

Już pierwsze samoloty i czołgi podczas I Wojny Światowej wywoływały panikę i przerażenie w żołnierzach. Naloty na Wielką Brytanię w wykonaniu niemieckich zeppelinów pozwoliły cywilom zaznać pierwszego smaku nalotów. W II Wojnie Światowej karierę zrobiła artyleria i lotnictwo bombowe.
Już one były trudne do wyobrażenia dla większości ówczesnych ludzi, urodzonych w XIX stuleciu. Pod koniec wojny w Europie pojawiły się jeszcze pociski rakietowe V1 i V2.
Śmierć przylatywała nagle, a jedynym ostrzeżeniem był charakterystyczny hałas.

Wszystkie powyższe bronie pojawiły się w ciągu niecałych 30 lat, czyli w ciągu życia jednego człowieka.
Na sam koniec pojawiła się bomba atomowa. Najstraszniejsza i najpotężniejsza broń jaką stworzył człowiek.

Nie ma żadnego ostrzeżenia przed wybuchem bomby atomowej. Może to nastąpić wszędzie. A zagrożenie nie ustępuje nawet po wybuchu (jak to było z dotychczasowymi pociskami) z powodu promieniowania. Teren na którym użyto bomby jest skażony na długi czas i nawet jeżeli uda się przeżyć wybuch, to promieniowanie szybko może zmienić ten stan rzeczy.

Właśnie w tej tematyce jest poniższy film Irwina Redlenera z konferencji TED "O sposobach przetrwania ataku nuklearnego".


Nie ze wszystkimi tezami autora się w filmie zgadzam, ale podczas wykładu podaje on wiele interesujących, jak również przydatnych, informacji. Na pewno warto film obejrzeć, choć dla leniwych podam najważniejsze i najprzydatniejsze (moim zdaniem) informacje z filmu:
  • żadne plany i prognozy rządu i jakichkolwiek organizacji nie będą w stanie zapanować nad chaosem po eksplozji
  • 90 % osób znajdujących się w promieniu 0,8 km od miejsca eksplozji 10 kilotonowej bomby zginie natychmiast
  • 50% na natychmiastową śmierć w promieniu 3 km
  • 10%-20% na natychmiastową śmierć w promieniu 12 km
  • jeżeli masz najmniejsze podejrzenia eksplozji nuklearnej - zamknij oczy i otwórz usta (wyrównanie ciśnienia w momencie uderzenia fali)
  • jeżeli przeżyjesz wybuch, ale znajdujesz się blisko masz maksymalnie 20 minut, żeby uciec jak najdalej się da. Po tym czasie uderzy promieniowanie. 
  • uciekaj prostopadle lub z wiatrem (a będzie on wiał od miejsca wybuchu)
  • jeżeli nie możesz uciekać schowaj się - piwnice, najgłębiej jak się da, lub co najmniej 10 piętro (najwyżej jak się da, o ile to eksplozja naziemna - typowy atak terrorystyczny)
  • po pierwszym opadzie (zazwyczaj od 48h do 72h), jeżeli jeszcze przebywacie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miejsca eksplozji, należy jak najszybciej się ewakuować jak najdalej
Podsumowując, widzisz grzyb atomowy - jak najszybciej uciekaj w drugą stronę. Bierz samochód (nie ma znaczenia czy własny) i grzej ile się da. Po 100km możesz czuć się bezpiecznie. Jeżeli nie możesz uciec od razu - schroń się. Im bardziej jesteś odseparowany (ziemia lub beton - każdy strop w budynku to dodatkowa warstwa!), tym jesteś bezpieczniejszy (czyt. masz więcej czasu na ucieczkę). Przebywaj tam nie krócej niż 48h, ale również nie dłużej niż 72h. Z jednej strony należy przeczekać pierwszy opad i promieniowanie, z drugiej jednak strony bez żywności i wody i tak się umrze.
Jeżeli uciekasz (ze schronu po pierwszym opadzie, czy też od razu po eksplozji) okryj się najgrubiej jak się da (ale ubranie nie może jednocześnie ograniczyć twoich ruchów podczas ucieczki!). Osłoń usta i nos, choćby zwykłą szmatą. Gdy już znajdziesz się w bezpiecznym miejscu (w ciągu pierwszych 24h jest to odległość co najmniej 15 km) zdejmij wszystko co masz na sobie i wykąp się dokładnie. Załóż nowe ubrania, nieskażone! i uciekaj dalej. Strefa w promieniu około 100km (w zależności od wiatru i siły eksplozji) nie jest bezpieczna do zatrzymania się na dłużej.

Mówca wiele miejsca poświęca anegdotom (n.p.: o bombach walizkowym, czy o FEMA), przykłada również znaczny nacisk na "skuteczniejsze zakazy, skuteczniejsze zapobieganie, skuteczniejsze reguły...". Krótko mówiąc, jest zwolennikiem zwiększenia zakresu istnienia państwa policyjnego i uważa to za jedyny ratunek przed zagrożeniem terroryzmem nuklearnym. W znacznym stopniu nakłania do poparcia swojego podejścia poprzez straszenie. Podaje liczby i dane dotyczące ilości materiałów rozszczepialnych dostępnych, w mniejszym lub większym stopniu, na świecie. Zwłaszcza na terenie byłego ZSRR. Jednak są to półprawdy lub niepełne dane, by nie powiedzieć dosadniej - kłamstwa, podawane tylko do uzasadnienia przy wprowadzeniu większych restrykcji.
Oczywiście, że wiele należy zmieniać w kwestii bezpieczeństwa, wyczuwam jednak w panu Redlnerze chęć poświęcania wolności w zamian za bezpieczeństwo. A tym już zgodzić się nie mogę.

niedziela, 9 września 2012

Aftermath: World Without Oil - recenzja

Seria "Aftermath" została stworzona przez National Geographic.
Jest pięć części: "When the Earth Stops Spinning" (Kiedy Ziemia przestanie się kręcić), "World Without Oil" (Świat bez ropy), "Red Giant" (Czerwony Olbrzym), "Population Overload" (Przeładowanie populacji) oraz "The World After Humans/Population Zero" (Świat bez ludzi).

Ostatnio obejrzałem "Świat bez ropy" i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, ży takie kanały jak Discovery czy wspomniany National Geographic zajmują się przede wszystkim gdybologią, a tzw. programy popularno-naukowe są bardziej popularne, niż naukowe.

Na początku "World Without Oil" zostało zrobione poważne założenie, że ropy zabraknie z dnia na dzień. Po prostu zniknie, wyparuje ze złóż. Co jest bzdurnym założeniem nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością.
O ile nawet ropy zabraknie (co również jest dyskusyjne, ale to nie wpis o tym), to będzie się to odbywało stopniowo. Kolejne złoża zaczną się wyczerpywać, kolejne kraje zostaną odcięte od ropy. Z jednej strony da to sporo czasu na przeciwdziałanie - np. tzw. alternatywne źródła energii lub ograniczenie konsumpcji (marzenie ściętej głowy). Z drugiej strony kraje odcinane od rynku ropy, lub te w których ropa się skończyła (a więc i skończyły się petrodolary) będą starały się działać. Co doprowadzi do masy regionalnych konfliktów, które z kolei mogą doprowadzić do konfliktu na skalę globalną. Jednak linia podziału będzie nie ideologiczna, czy polityczna (jak zazwyczaj), lecz czysto oparta o linię demarkacyjną kraje z ropą vs kraje bez ropy.

W samym filmie jest również sporo przekłamań. Przykładowo pada stwierdzenie, że "statki są napędzane ropą", co jest półprawdą (eufemistyczne określenie na kłamstwo").
Statki są napędzane silnikami niskoobrotowymi, które zasilane są mazutem. Mazut jest pozostałością po destylacji ropy (niskiej jakości ropy!), tym co zostaje na dnie i de facto jest odpadem.
Mazut można wykorzystać jako paliwo (jest tani), można też przekształcić w benzynę i olej napędowy (za pomocą krakingu). Mazut jest gęstą, lepką cieczą z wartością opałową bliską benzynie. Jednak z mazutu można otrzymać więcej benzyny (mazut to węglowodory wysokocząsteczkowe, benzyna niskocząsteczkowe).

Kolejną kwestią jest luźne podejście do czasu. Nawet 5 dni po całkowitym wyczerpaniu się złóż większość państw ma zapasy wystarczające na miesiące funkcjonowania. Oczywiście najbardziej ropożerne zakłady przemysłowe oraz np. samoloty zostałyby uziemione. Ale szpitale, transport samochodowy, morski i kolejowy działałby bez większych zakłóceń.
Produkcja polimerów (materiałów syntetycznych) ucierpiałaby, jednak nie zniknęła. Rozwinęłyby się (istniejące już!) technologie recyklingu. Zaczęłyby powstawać kopalnie na wysypiskach, w których wydobywano by plastikowe butelki i torby.

W ten sposób mógłbym punktować "Świat bez ropy" jeszcze długo. Niekonsekwencja, przekłamania, luźne założenia. Mimo wszystko film ten ukazuje wiele rzeczywistych problemów, z którymi już teraz możemy się spotkać i które będą narastały. Sądzę jednak, że jest to za mało by polecić do obejrzenia.
Jeżeli jednak zdecydujecie się już na oglądanie zalecam daleko idącą ostrożność i krytyczne spojrzenie na "fakty" przedstawiane przez NatGeo.

Ogólnie jest to pseudodokument utrzymany w strasznie katastroficznym tonie, w dodatku nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością. Na pewno nie warto się nim przejmować, a już na pewno przygotowywać się do opisywanych sytuacji. Jest to fikcja.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Żywność - produkty podstawowe

Na całym świecie istnieje ograniczona liczba podstawowym produktów. Jest to tzw. staple foods.
W zależność od kraju i kontynentu może to być pszenica (jak w Europie) lub soja (Ameryka Południowa). Produkty te są nie tylko podstawową żywnością miliardów ludzi (ryż), lecz również stanowią karmę dla zwierząt hodowlanych (soja i maniok).
Oprócz tego wykorzystuje się je również w innych dziecinach życia. Bananowiec jest wykorzystywany właściwie w całości (liście, kwiaty, pędy, pnie).

Takich roślin jest zaledwie kilka i na potrzeby tego wpisu postanowiłem zamieścić porównanie ich wartości odżywczych.



Niestety tabela po zamieszczeniu bezpośrednio we wpisie byłaby nieczytelna lub niewygodna w przeglądaniu dlatego dodaję ją jako załącznik pdf.


Tabela z wartościami odżywczymi

Nie powinno być żadnych problemów z pobieraniem tego pliku z Hotfile, ale w razie czego dajcie znać.